Jejku, jakie dobre

Ale tak naprawdę, to co oni jedzą???

Aby odpowiedzialnie odpowiedzieć na to pytanie zasięgnęliśmy języka u źródeł (Naboyuki z Osaki – Japończyk od sześciu pokoleń). Z zebranego wywiadu wyszło nam, że jedzą: mało – skromnie – zdrowo- estetycznie. Jesteśmy pewni, że to prawda, szczególnie gdy przyłożymy do tego miarę naszego polskiego jedzenia.

Typowe posiłki? Rano: zupa miso i miska ryżu z nori, w południe mały lunch (np. onigiri – nadziewane trójkąty ryżu zawinięte w płat nori, lub ryż curry przyniesiony z domu lub zestaw inari lub sałatki kupione w popularnych dyskontach).

Posiłek wieczorny: największy, obfity, najczęściej zjadany na mieście: ramen, okonomiyake, sahimi lub mix w stylu „wszystkiego po trochu”.  Jeżeli szykujemy dla siebie coś w domu to najczęściej jest to ryż curry (plus trochę ryby lub trochę czegokolwiek w tempurze). Fakt jest taki, że jeżeli nawet cokolwiek się w domu robi to i tak są to produkty wcześniej kupione na stoiskach z przygotowaną żywnością. I nie jest to ani niezdrowe, ani byle jakie.  Mało tego: na ok. godzinę, półtorej przed zamknięciem sklepu wszystkie świeże produkty sprzedawane są 20-30 proc. taniej. Jak bardzo popularna jest to forma sprzedaży (wyprzedaży raczej) świadczą zawsze długaśne kolejki klientów.

Styl żywienia zależy też od pozycji jaką się ma w firmie, co łatwo zauważyć nawet mało bystremu obserwatorowi. W okolicach godziny 13 z biur wysypują się grupki pracowników. Przy ładnej pogodzie część okupuje pobliskie ławki na skwerach wyciągając z torebek swoje posiłki, zaś część ustawia się w kolejki do najbliższych knajpek. Po pracy ok. g. 20 okupowane są małe knajpki. Zazwyczaj można spotkać męskie grupy pracownicze :). Głośno rozmawiające, pijące sake, palące papierosy i jedzące pyszne rzeczy. Pyszne, ale co?

Sashimi. Nie ma wątpliwości, że jest wiele miejsc na świecie, gdzie podaje się świeże, surowe ryby. Ci, którzy twierdzą, że surowych ryb do ust by nie wzięli – mają rację. Jak w Polsce nie mieć obaw, gdy ryba, która trafia na talerz ma minimum 3 dni, zaś w Japonii maksimum 5 godzin? Najczęściej mięso rybie do sashimi w Japonii (bo sashimi może być też mięsne) pozyskuje się ze świeżo ubitych w restauracji ryb. Do zestawu sashimi wybiera się zawsze najwartościowsze okazy rybne, a z nich najlepsze części ryb. Zamówienie zestawu jest dla nas czasem ekscytującego oczekiwania. To danie jest zawsze podane w sposób szczególny: na unikalnej ceramicznej paterce, z nierzadko wymyślnym (jadalnym lub nie) przybraniem.  Ryby dobierane są zgodnie z harmonią smakową i kolorystyczną. Poszczególne płatki ryb można zanurzyć w sosie ponzu lub sojowym. Pycha nie mająca sobie równych. Dla nas numer jeden ze wszystkich potraw, które można smakować w Japonii.

                      

Okonomiyaki. Ni to omlet, ni to placek, ni pizza. Gdyby tak go rozłożyć na czynniki pierwsze to jest w zasadzie mix kilku kuchni świata. Bo tak: cienki makaron (jak włoski), ciasto naleśnikowe (jak we Francji), kapusta normalna lub pekińska (jak w Pekinie :)) , no i jajko jak na fermie. Okonomiyaki występuje w wielu odmianach, nie ma ideału i wzoru niczym metr z Sevres, choć dla uczciwości historycznej trzeba przyznać, iż pochodzi z okolic Hiroshimy. Przepisy na okonomiyaki można znaleźć w wielu miejscach, na samym YT okonomiyakowych mini-kursów jest chyba ze cztery tuziny. Mówiąc najogólniej robi się go w następujący sposób: na rozgrzaną blachę rozciera się w kółko jedną chochelkę ciasta naleśnikowego. Na to kładzie się sporą (naprawdę sporą!) garść poszatkowanej kapusty, może być z dodatkiem kiełek. Okłada się to wszystko plastrami bekonu i ruchem zdecydowanym obraca (placek naleśnikowy, który w międzyczasie się wytworzył służy za pokrywkę). W tym czasie, na tej samej płycie obok, przygotowuje się tej samej średnicy gniazdko makaronu i podsmaża kładąc na nim co wpadnie w rękę (znaczy co klient zamówi). Kiedy kapusta się już udusi (czyli oklapnie), przekłada się ją przy pomocy łopatek (hera) na placek z makaronu. To nie koniec. Na blachę rozbija się jajko i lekko rozbełtując nadaje się mu identyczną średnicę co pozostałe placki. Całą okonomiyakową konstrukcję przekłada się na placek z jajka i ponownie obraca. Całość z góry polewa się specjalnym sosem, dodaje japoński majonez i czasami płatki rybne bonito (w tym przypadku nazywają się katsuobushi), które pod wpływem ciepła ruszają się dając niesamowity efekt tańczącego dania (na pierwszym zdjęciu poniżej, ale w fazie statycznej). Zazwyczaj z góry posypuje się całość aonori czyli sproszkowanymi glonami. Świetny przepis (także obrazkowy) można znaleźć pod adresem:    http://okonomiyakiworld.com/hiroshima-okonomiyaki-recipe

                  

Nasza japońska sąsiadka z Polski, pani Honda, polecała gorąco znakomite okonomiyaki, które przygotowuje się w restauracji Okonomiyaki YO! w Katowicach. Jeszcze nie byliśmy, ale dobrze wiedzieć, że są takie miejsca.

Ramen. Rosół, przeważnie wieprzowy, z makaronem (różnym – zależy od regionu, w którym przebywamy) i różnymi dodatkami. Ramen jest smaczny, pożywny i energetyczny. Czasami rosół podaje się oddzielnie w dzbanku a oddzielnie podaje się miseczkę z makaronem i ingrediencjami.  Na wyspie Shikoku, które słynie z ultra grubego makaronu udon, ramen plus jeden dodatek stanowi całe, pełnowartościowe danie (drugie zdj. poniżej). W specjalnych lokalach serwujących tylko ramen, kombinacji smakowych – w zależności od wybranych dodatków – jest bez liku. Polecamy rameniarnię „Ippudo” (dwa zdj. poniżej) – mimo, iż jest to sieć bardzo popularna w Japonii, to każdy z franczyzowych lokali od ponad 30. lat trzyma bardzo dobry poziom i bardzo przyzwoite ceny (twierdzenie opieramy na odwiedzeniu kilkunastu lokali). „Ippudo” ma też lokale na całym świecie – najbliższy w Paryżu 🙂

                 

         

Jedzenie uliczne. Polecamy szczerze i bez kokieterii. Japonia raczej nie słynie z ulicznego jedzenia (to nie Bangkok), ale przy odrobinie determinacji na ulicy można się wyżywić równie dobrze co w lokalu. Trzeba tylko pamiętać, że osoba idąca i jedząca budzi w przechodniach niesmak.  Lepiej zatem usiąść nieopodal lub skonsumować produkt tuż przy stoisku. Co polecamy? Owoce morza w każdej odsłonie. Jeżeli mamy w planach odwiedzenie jakiegoś lokalnego fresh marketu (wiadomo, że tam idzie się rano) odpuśćmy sobie śniadanie w domu czy hotelu. Tam się zdrowo pożywimy. Na przykład ostrygami. Świeżość pierwszorzędna. Sprzedawca rozłupie wybraną przez nas muszlę i poda na surowo lub ją zgriluje. Wystarczy jedna, dwie i zdrowe (luksusowe!) śniadanie mamy załatwione.

        

Niezłą formą zdrowego żywienia są wszechobecne grilowane kalmary (tu na zdj. poniżej, akurat podane na paterkach, ale normalnie są na patykach) oraz tofu (sojowy serek), którego niektóre odmiany nadają się do zjedzenia na szybko (poniżej stoisko z różnymi rodzajami tofu, także nadziewanymi warzywami).

        

Inną popularną w całym kraju, całodzienną potrawą uliczną jest takoyaki – naleśnikowe kulki zawierające we wnętrzu fragment ośmiornicy. Obsmaża się je w w specjalnych formach (jak na zdj. poniżej) i podaje na tackach polane sosem i japońskim majonezem. Wnętrze takoyaki przed długi czas jest wrzące, trzeba uważać, żeby się nie poparzyć.

             

A co z krabem gigant jak na głównym zdjęciu? Spotkaliśmy tego osobnika na fresh markecie w Kanazawie. Gość miał klimatyzowaną klatkę, stale wymienną wodę i pozdrawiał przechodniów ruszając odnóżami. No i się cenił jak celebryta. Sztuka takiego żywczyka kosztuje 600 zł. Mięso prawdopodobnie trafi na wykwintny stół wyrafinowanych (i bogatych) smakoszy, jednakże końcówki odnóż (też ze świetnym mięsem) można dostać w sieciach lokali typu „All you can eat” i jeść do woli 🙂

Polecane wpisy

1 Komentarz

  • Odpowiedz
    Kasia
    8 maja 2017 o 23:12

    Nie moge oderwać oczu od tego grillowanego kalmara…mniam

  • Zostaw komentarz