A poza tym :)

Co tam w sklepach

A co tam w sklepach mają? – zagadnęła mnie koleżanka Ada. I jak tu odpowiedzieć?  W zasadzie to samo co u nas tylko trochę inne 🙂

 

W tunelu zakupów

W dużych miastach popularną formą zakupów jest odwiedzanie arkad handlowych (zdj. powyżej). To przeważnie długi, czasami bardzo długi (nawet na 2 km) pasaż, w którym możemy zrobić wszelakie zakupy, możemy coś zjeść, zagrać na automatach pachinko, wstąpić do lekarza, zamówić kimono i pójść do kina, fryzjera  czy kosmetyczki. Mówiąc tekstem Elwooda Bluesa z Blues Brothers „wszystko tam mają”. Nie jest to specjalnie wyrafinowana forma shoppingu – przypomina nasze zadaszone bazary handlowe. Często sprzedawana jest tam chińszczyzna, ale też często można trafić na knajpę z wyśmienitym menu. Arkady w swym ciągu komunikacyjnym potrafią przecinać prostopadle kilka ulic, ale zabłądzić w nich raczej nie można – co najwyżej pomylić kierunki poruszania się. W zasadzie w całej Japonii arkady handlowe są bliźniaczo podobne: są budowane na tych samych zasadach, na pierwszy rzut oka niczym się nie różnią. Aby jednak je nie mylić każdy z pasaży ma nazwę lub charakterystyczny wystrój wejścia – warto ją zapamiętać chcąc kiedyś wrócić ponownie w to samo miejsce (zdj. poniżej).

        

Łeb jak sklep

Chodzimy kiedyś w takim jednym sklepie w arkadach – był wielkości przeciętnego polskiego dyskontu. Ni to papierniczy, ni galanteryjny, trochę jakby magazyn dla początkujących plastyków. Mirecki wypatrzył osobliwy śrubokręcik – poręczna, duża rączka i mikroskopijny wkrętak. Ile to może kosztować? Idziemy do obsługi. Chłopak rzuca okiem na śrubokręt: 200 jenów.

– O żesz – mówię do Mireckiego – tu jest chyba z 10 tys. rodzajów artykułów, a chłopak w sekundę podał nam cenę.  Patrz jak można wyćwiczyć pamięć!

Podchodzi do nas jakaś dziewczyna, Belgijka chyba. – Wiecie gdzie oni tu piszą ceny? Nie ma ani na półce, ani na towarze.  – Idź do tego chłopaka z obsługi – mówimy – On ma skaner w oczach. Dziewczyna okazała się inteligentniejsza. Poszła do kasy z całym swoim koszykiem. Za chwilę wraca do nas. – Tu wszystko jest po 200 jenów…

Właśnie. Sklepy „Wszystko po…” (100, 200, 300 jenów) wyglądają trochę  inaczej niż nasze.  Są spore, pełne ogólnoświatowych (czyli chińskich) gadżetów, ale można też tam kupić sensowne japońskie produkty np. plecione maty bambusowe czy wyjątkowo mocne siatki do prania ubrań…:)  Oryginalnych wyrobów rękodzielniczych tam nie szukajmy, ale gdy potrzebujemy nabyć drobne przedmioty typu gadżety do komórek, artykuły piśmiennicze, serwety kuchenne, letnie rękawiczki (bawełniane), spinki i opaski do włosów czy wachlarze (marnej jakości) – możemy śmiało tam buszować.

Ogólnie Francja- elegancja

W dużych miastach są naprawdę piękne eleganckie sklepy. Tu mała przerwa. O Takamatsu (na wyspie Shikoku) w jednym z przewodników było napisane: „Takamatsu to mała, senna miejscowość o prowincjonalnym charakterze”. Takamatsu ma 0,5 mln mieszkańców…  Zatem 🙂 . W dużych (większych od Takamatsu) miejscowościach jest wiele pięknych i drogich magazynów z ekspozycją towarów jakich nie powstydziłby się niejeden artysta.  Czy żywe rośliny doniczkowe można sprzedawać bez doniczek? A czy ze świeżych (!) truskawek, pomidorów i innych owoców można zrobić dzieło sztuki? Można. Oto dowód:

     

 

Miejscowości małe, naprawdę małe

Jeżeli jesteśmy w małych kurortach, nastawionych na turystów (np. Takayama (na zdj. wyżej) , Nara, Hakone, Shirakawa-go) na pewno zobaczymy cudne maleńkie sklepiki z żywnością lub pamiątkami (alkoholem też). Tam warto robić zakupy prezentowe dla siebie i znajomych. Może nie zawsze na głównych arteriach kurortu (choć warto!), ale na obrzeżach możemy znaleźć prawdziwe cudeńka np. lalki Kokeshi, w absolutnie pojedynczym, niepowtarzalnym wydaniu, albo wachlarze jakich nie uświadczy się w nawet najelegantszych z eleganckich magazynów na Ginzie (na zdj. głównym, ale o Ginzie napiszemy wkrótce), drewniane łyżeczki, pałeczki do ryżu, drewniane grzebienie etc. Na sam koniec zostawiamy zdjęcie pięknych, metalowych (nie kamiennych) ręcznie kutych dzbanków do herbaty. To zdjęcia dla ludzi o mocnych nerwach (patrzcie na cenę: pierwszy prawie 300 tys. jenów, drugi bez mała 400 tys.). Nie kupiliśmy tylko dlatego, że trzeba je było wcześniej zamówić 🙂 …

   

Polecane wpisy

2 komentarze

  • Odpowiedz
    Adrianna
    28 marca 2017 o 08:43

    Mega ciekawy blog Czekam na więcej wpisów. Może coś o perfumach ?☺️

  • Odpowiedz
    Adrianna
    28 marca 2017 o 11:46

    Bardzo ciekawy blog Czekam na wiecej wpisów. Może coś z dziedziny perfumiarstwa japońskiego ?

  • Zostaw komentarz