Kiusiu

Domki na parze

Kurokawa Onsen to kurort porównywalny do naszego Karpacza, bo jest w górach i jest lubiany przez turystów. Na tym podobieństwa się kończą. W Kurokawie z każdego domostwa, jak miejscowość długa i szeroka, unoszą się w niebo opary gorących źródeł mineralnych. Domki osnute w parze wodnej – obserwowane szczególnie o zmierzchu – robią fascynujące wrażenie.

Dotrzeć tu nie jest łatwo. Dojazd do Kurokawy osobno opisujemy poniżej. W samej miejscowości rozrzucone jak grzyby po deszczu są riokany – tradycyjne japońskie zajazdy. Przyjemność pomieszkania tak jak rdzenni mieszkańcy tych stron nie jest, niestety, zbyt tania. Ale to nie jest głównym problem. Większy polega na tym, że aby znaleźć się w takim miejscu, (dokładnie w wiosennej porze), rezerwacji powinniśmy dokonać minimum pół roku wcześniej. Do niektórych riokanów trzeba się ustawić w rocznej kolejce. Nasz Yunosako Ryokan rezerwowaliśmy 7 miesięcy przed przyjazdem. Ze względu na rozległość, prawie każdy obiekt oferuje usługę przywiezienia swoich gości z przystanku autobusowego. Mieliśmy pecha – właściciele riokanu nie odczytali naszego maila z prośbą o zabranie. Ale mieliśmy też szczęście – kierowca jednego z konkurencyjnych obiektów podwiózł nas pod samo wejście, a po drodze udzielił telefonicznej reprymendy naszym gospodarzom.

Termy mineralne

Siła przyciągania Kurokawy tkwi w gorących mineralnych źródłach termalnych, na których ten obszar w sposób dosłowny leży. Każdy z riokanów posiada osobne ujęcia źródeł. Pozwala to na luksus posiadania w prywatnej łazience wanny-baseniku z całodobowo przepływającą przezeń wodą mineralną o temperaturze ok. 40 st. C. Kto oczekuje wykwintnego wyposażenia – rozczaruje się. Baseniki (poza prywatnymi łazienkami) znajdujące się na terenie riokanu, to wydrążone głazy narzutowe (zdj. poniżej), zbite drewniane bale, albo – taki jest jeden z basenów w przypadku naszego riokanu – oryginalny gruby pień drzewa wydrążony wzdłuż i wzmocniony na zewnątrz betonem (zdjęcie powyżej, a obok zdj. wejścia do niego). Stanowisko do wcześniejszego umycia całego ciała przed wejściem do basenu, to po prostu narożnik pomieszczenia z przaśnie zamocowaną słuchawką prysznicową i zydelkiem drewnianym lub plastikowym. Zero luksusów. Raczej styl „wieś tańczy i śpiewa”.

    

Pomieszczenia są nieogrzewane, więcej – są albo półotwarte, a w najlepszym przypadku pełne szpar. Skorzystanie z kąpieli późnym wieczorem (a temperaturę mieliśmy ok. 5 st.C) było wyzwaniem. Ale wystarczyło zanurzyć się po szyję, aby wszystkie opory zniknęły. Trudno nam było rozszyfrować liczne zaświadczenia o przydatności zdrowotnej tych ujęć mineralnych – obwieszone nimi były ściany holu. Ale możemy dołożyć oświadczenie od siebie – nasze samopoczucie po wodach z Kurokawy było boskie.

Jak nie palnąć gafy

Lepiej się zawczasu przygotować do przebywania w riokanie. Powstało na ten temat mnóstwo filmików, które możemy zobaczyć na You Tube. Warto je obejrzeć, choć nie wszystkie uwagi tam zamieszczane należy brać bezkrytycznie. To co możemy zasugerować, z naszego doświadczenia w Younosako, sprowadza się do kilku punktów:

1. Należy pamiętać, aby tuż po przejściu drzwi wejściowych zdjąć buty i umieścić je na wyznaczonej półeczce. Do lady recepcyjnej maszerujemy w skarpetkach. Poruszając się po wewnętrznych terenach riokanu (poza samym budynkiem i naszymi pokojami, gdzie ubiór skarpetkowy jest obowiązkowy) ubieramy drewniane klapki w rozmiarze uniwersalnym japońskim. Osoby z większą stopą lub haluksami będą miały problem…:)

2. Obsługa zapoznaje nas z rozkładem obiektu, ze szczególnym uwzględnieniem źródeł. Od razu otrzymujemy kategoryczną informację, że jeżeli ktoś chce zająć dostępne w riokanie źródła, pobiera z recepcji deseczkę z nazwą danego źródła i wywiesza ją przed wejściem. Trzeba albo zapamiętać znaki japońskie, albo zrobić zdjęcie telefonem. Jeżeli komuś nie przeszkadza kąpiel zbiorowa (choć rozdzielnopłciowa) do dyspozycji jest basen wewnętrzny i zewnętrzny czynny całą dobę, do którego deseczek się nie pobiera.

3. Zaraz po przybyciu obsługa prosi o założenie yukaty. Chodzenie po obiekcie we własnych ubraniach nie jest zbyt mile widziane (zdj. z boku).

4. W riokanie posiłki dostarczane są do pokojów na ściśle określoną godzinę. Czasami śniadania odbywają się we wspólnej sali, a obiadokolacje donoszone są do pokoi – to zależy od obyczajów w danym miejscu. Trzeba pamiętać, aby być o konkretnej godzinie ponieważ do przyrządzenia posiłków przykłada się niesłychaną staranność i powinny być zjedzone w odpowiedniej temperaturze. O posiłku w riokanie piszemy w dziale „Jejku, jakie dobre”.

5. Należy w ciszy pozwolić paniom odpowiednio ułożyć posiłek na naszym stole. Dania są krótko opisywane (po japońsku), a kluczowe produkty wymienione w języku angielskim (tak zorientowaliśmy się, że chciano nam podać koninę).

6. Jeżeli odmawiamy jakiegoś produktu, należy najpierw podziękować, a potem odmówić używając zwrotu „chotto” (czyt. czotto), które oznacza zakłopotanie. Prawdopodobnie dostaniemy w to miejsce zamiennik, ale nie nadużywajmy tego zbyt często.

7. Po skończeniu posiłku dzwonimy (w naszym przypadku, gdzie posiłki podawano w pokoju, telefonem) po obsługę. Po wyniesieniu naczyń, panie w pierwszym dniu pobytu rozkładają dla nas w sypialni futony (materace), poduszki i puchowe kołdry (za zdj. poniżej jadalnia i sypialnia z futonami).

        

8. Otwieranie i zamykanie przesuwanych drzwi odbywa się w sposób znany z filmów: najpierw się klęka, a potem rozsuwa drzwi. Tak zaprasza się obsługę wchodzącą z posiłkami, choć nie jest to konieczne. Nasi gospodarze na ten sposób otwierania reagowali bardzo życzliwie. Mamy wrażenie, że warto się do tego zastosować.

Co można jeszcze powiedzieć o riokanowym życiu (pamiętając, że jest to jednak dobry turystyczny interes)? To wyzwanie dla naszych przyzwyczajeń. I – w naszym przypadku – zwolnienie tempa życia o co najmniej 90 proc. Od teraz wiemy już na pewno, jak bardzo się przydaje.

 

Gdzie: Miejscowość nazywa się Kurokawa Onsen. Dojeżdżaliśmy tam z Kumamoto autobusem obsługiwanym przez Kyusyu Odan Bus. Bilety najlepiej kupić on-line na stronie przewoźnika, ponieważ czasami nie ma miejsc. Kosztują 2.500 YPJ. Autobus wyrusza spod dworca kolejowego (z przystanku nr 3), w mieście ma kilka dodatkowych przystanków. Choć odcinek drogi do Kurokawy nie jest długi (75 km) jedzie się ok. 3 godziny krętymi drogami.

Część drogi przebiega dnie po dnie gigantycznego krateru – tam są najbardziej żyzne gleby, zatem można podziwiać tę przestrzeń podzieloną na liczne pólka uprawne. Potem autobus wspina się na krawędź wulkanu i jedzie jego brzegiem. Przez długi odcinek widzimy dymiącą górę Aso – czynny wulkan, z największą na świecie kalderą (zbiornikiem gotującej się wody). Niestety, nie mogliśmy zobaczyć jej z bliska ze względu na utrzymujący się od zeszłorocznego trzęsienia ziemi podniesiony poziom zagrożenia erupcją. Pomimo, iż przyroda w tym miejscu zaczyna zielenić się ponad miesiąc później – widok należy do tych zapierających dech „za milion dolarów”. Dla samego krajobrazu warto przyjechać tu od końca maja do późnej jesieni. Koszt pobytu za dobę dla jednej osoby to rząd od ok.15.500 JPY (ok. 600 zł) do 78.000 JPY (czyli ok. 3 tys. zł). Być może są riokany droższe, ale nawet z ciekawości nie zaglądamy na te półki cenowe.

 

 

 

 

 

Polecane wpisy

Brak komentarzy

Zostaw komentarz