Zauroczenia

Przeniesieni. Mori Building Digital Art Museum

Zespół geniuszy stworzył dzieło na miarę XXII wieku. Nie mamy co do tego cienia wątpliwości. Rozrywka i dzieło sztuki w jednym. Przedsięwzięcie, które jest unikalne i zarazem egalitarne, wyprzedzające technologicznie o kilka długości wszystko co do tej pory stworzono i jednocześnie niezwykle kojące i ciepłe emocjonalnie. To świeże, najnowsze zauroczenie tokijczyków:  Mori Building Digital Art Museum otwarte pod koniec czerwca 2018 roku na powierzchni 10 tys.m kw. na Odaibie.

 

Trudno to przyrównać do czegokolwiek, co wcześniej widzieliśmy. Monumentalne video-mappingi, które co jakiś czas goszczą na europejskich budynkach i placach, przy tym przedsięwzięciu wydają się – z góry przepraszamy zacnych twórców –  jedynie szkolnymi wprawkami. Jak to określić w ogóle? To wirtualna, ogromna przestrzeń, dzielona na szereg pomieszczeń i nieustannie zmieniająca się – także pod wpływem reakcji widzów. Dosłownie każdy jest, w części, twórcą tej rzeczywistości. 520 komputerów i 470 projektorów tworzą kompletnie nowy świat nie widziany nigdzie do tej pory.

Z początku zaskoczeni informacją, że można filmować i robić zdjęcia dowolnie, dość szybko zrozumieliśmy, że twórcy mieli pełną świadomość, iż tak utrwalona rzeczywistość jedynie w nikłym procencie oddaje to, z czym w Mori Digital obcuje się na żywo. Zdjęcia po prostu nie są żadną konkurencją do tego co się rozgrywa przed oczami.

Poszczególne przestrzenie wyłącznie obrazem przez cały czas pobytu wpływają na emocje przebywających tam ludzi. Czas inaczej płynie, jeżeli w ogóle dostrzega się jego działanie. 3-4 godziny przebywania w tym świecie widzowie określają jako kilkadziesiąt minut.

Co tam konkretnie mamy? Genialne, zaskakujące rysunki, które na pozornie płaskiej przestrzeni poruszają się niezbyt spiesznie, negując istnienie rzeczywistego wymiaru: sufitu, ścian czy podłogi. Są wiązki światła, które „słuchają ludzi” potrafiących je złapać na swoim przecięciu. Są przestrzenie wypełnione kaskadami wiązek laserowych i pastelowych kleksów. Kompletnie zaskakującą i płatającą figla orientacji jest pomieszczenie z wiszącymi niczym stalaktyty pałkami ledowymi, pooświetlanymi w wielu kolorach i zmieniających się gradientach.

Dech zapiera „Las rezonujących lamp”. To lampy, które rozpoznają bliskość człowieka i odpowiednio do tego świecą. Magia przestrzeni, światła i kształtów.

 

Najbardziej interaktywną instalacją jest „Athletics Forest”: nierówna, choć obła niczym ciasto wyrabiane na pierogi,  powierzchnia stwarza szansę do ustawienia tam zjeżdżalni (rzeczywisto-multimedialnych), pomieszczeń z dziwacznymi, choć pięknymi balonami, zaułek do prac plastycznych z przepływającymi nad głowami kolorowymi ssakami i pełzającymi pod nogami kolorowymi jaszczurami. Twórcy tej przestrzeni podkreślają zalety rozwoju centralnego układu nerwowego poprzez trening zdolności oceny przestrzeni.  Jest wiele innych pomieszczeń wypełnionych światłem, cieniem i kolorami. Nie sposób wszystkie opisać lub pokazać na zdjęciu, jak choćby to, gdy w ogromnym hamaku rozpostartym nad autentyczną przepaścią można leżeć (niczym ofiary monstrualnego pająka) i oglądać przesuwające się w około obrazy. Jakby się nie starać – trzeba wracać do rzeczywistości. Usłyszeliśmy, jak jeden ze zwiedzających powiedział, iż gdyby ktoś nie znalazł do tej pory ani jednego pretekstu do odwiedzenia Japonii – właśnie teraz go ma.

Pytanie, kto stworzył ten świat? Twórcy to interdyscyplinarny zespół – jak czytamy w informacji – ultra technologów, współpracujący z najlepszymi przedstawicielami sztuki, nauki, designu, architektury i nauk przyrodniczych.  Główni twórcy określają się jako TeamLab, są anonimowi i cechuje ich wyłącznie jedno: są absolwentami studiów z roku 2001.

Co ciekawe, choć Mori Digital opiera się na dostarczeniu widzowi nieprawdopodobnej ilości bodźców o ogromnym natężeniu, nie ma przeciwwskazań dla osób o chorym układzie nerwowy, epileptyków, osób z nadciśnieniem. Stworzono przestrzeń, która z niespotykaną do tej pory skutecznością przenosi uczestników do innego świata. W tym wydaniu lepszego, rajskiego, powodującego uczucie błogostanu i radości. Czy to kierunek fascynującej czy niebezpiecznej inżynierii dusz – trudno odpowiedzieć, bo Mori Digital jest na razie jedyne. Jednak potrafimy wyobrazić sobie skutki upowszechnienia tego rodzaju bodźców.

 

Jak dojechać?

Adres: 1-3-8 Aomi, koto-ku, Tokio. Odaiba

O tym jak dojechać na Odaibę, piszemy dokładnie w materiale „Królowa nocy Odaiba”.

Do Mori Building Digital Art Musemum najlepiej jechać ze stacji Shimbashi liniami Yurikamome. Wysiadamy na stacji Aomi i idziemy 3 min piechotą w kierunku Venus Fort. Na rondzie handlowym szukamy wejścia do hali wystawowej Toyoty. Z niej jest proste przejście do Mori.

Jeżeli jedziemy liniami Ruinkai, wysiadamy na stacji Tokyo Teleport i stamtąd mamy 5 min piechotą. Przejście do Mori to samo.

Bilety kosztują 3400 jenów. Aby je dostać trzeba przyjść parę godzin wcześniej. W weekendy przed południem dostaniemy bilety na późne popołudnie/wieczór. Na razie nie ma szans na kupienie biletów z marszu.

Polecane wpisy

Brak komentarzy

Zostaw komentarz