Jejku, jakie dobre

Przystawka przed przekąską

Nie za bardzo wiedzieliśmy jak nazwać luźny zbiór naszych spostrzeżeń o japońskim jedzeniu, stąd taki dziwaczny tytuł. Jeżeli ktoś spotkałby się po raz pierwszy z tym stylem żywienia odnosi  wrażenie, że składa się ono wyłącznie z samych przystawek. Żaden z posiłków w polskim (czy europejskim) rozumieniu nie sposób przyrównać do japońskiego.

  • Rzecz podstawowa: każdy posiłek, o ile nie jest klasyczną „chińską zupką” jest naprawdę bardzo dobrej jakości. Nawet ten kupiony w markecie. Jedzenie w Japonii przeważnie nie jest drogie. Drogie jest sushi w Polsce, nawet o 500 proc. w stosunku do oryginału.
  • Ostrzegamy przez sfermentowaną soją. To co jest normalną przystawką dla Japończyka, dla nas wydaje się najobrzydliwszą z obrzydliwych smaków świata. Jeszcze kilka lat temu w hotelach, które odwiedzali obcokrajowcy był zwyczaj wystawiania na śniadanie sporych miseczek z tym przysmakiem. W tej chwili do dyspozycji gości są paczuszki z pakowanymi próżniowo czterema (!) fasolkami soi. Patrzcie uważnie, gdy bierzecie sushi z runing sushi (conveyor belt sushi) czasem są nadziane właśnie tą soją. Czerwona lampka powinna się zapalić, gdy przy jakiejś potrawie widzimy napis „natto” – na pewno będzie związana z tym fermenciakiem. Drugą stroną medalu jest to, że taka soja to jedno z najzdrowszych produktów na świecie – pomaga szczególnie osobom z chorobami jelit i ogólnie rozumianego układu pokarmowego. W Japonii ten problem jest nieznany. Przypadek? 🙂
  • Nie należy się dziwić, gdy na śniadanie zaserwowana nam będzie zupa miso z kostką tofu. To jest śniadanie japońskie, nie polskie. Głodni mogą dopchać miską ryżu ze smażonym kurczakiem lub rybą w temperze. Mówimy cały czas o śniadaniu. Oczywiście, przy eleganckich brekfastach hotelowych będziemy mieli także do wyboru  i zupę z kukurydzy, i zupę z rekina i może nawet z owoców morza. Na pewno pojawi się pieczywo  i słodkie ciasteczka.
  • Przyjeżdżając do Japonii żegnamy produkty mleczne. Twaróg, żółte i pleśniowe sery, serki słodkie i jogurty są tu praktycznie nieobecne.
  • Między g. 15 a 17 raczej nie powinniśmy szukać knajpy na obiad. W dużych miastach, owszem, ale tak naprawdę w tym czasie następuje uzupełnienie dostaw. Tłumacząc to na przykładzie ryb: dostawa poranna (z nocnego połowu) wyprzedawana jest do godz. 13-14. O godz. 15 przyjeżdża dostawa świeżych ryb, z kolejnych połowów lub z magazynu, który posiada odpowiednią komorę do ich przechowywania z nocnego połowu. Ryby z poprzedniego dnia mają w Japonii status niejadalnych odpadów.

 

  • Wszędzie można spotkać automaty z napojami. Ich cena tylko nieznacznie odbiega od tych kupowanych w dyskontach. Różnica to dosłownie kilkanaście jenów, dlatego kupowanie w automatach jest bardzo popularne. Pod każdym z napojów świeci się pulsacyjnie lampka czerwona lub niebieska (zielona). Czerwona oznacza napój mocno podgrzany, niebieska – schłodzony. Uprzedzając ewentualne pytania: tak, cola-cola też jest w obu wariantach. Nie wszystkie automaty posiadają tę funkcję – trzeba przez chwilę przyjrzeć się systemowi butelkowego oznaczenia, aby właściwie wybrać.

 

  • Podawane w wielu miejscach na świecie poza Japonią sushi jest w wersji „Cepelia na bogato”. W Japonii sushi jest proste, niezbyt bogate w swym wnętrzu, trochę koślawe (na zdj. u góry), ale smakuje … wiadomo :). Rozczaruje się ten, kto sądzi, że większość knajp w Japonii to running sushi (z taśmą obrotową, na której jeżdżą talerzyki). To naprawdę niezbyt popularna forma gastronomii, a  poza większymi miastami w ogóle nie znana.  Praprzodkiem sushi jest potrawa w stylu kansai kompletnie nieznana wśród nie-Japończyków. Jego wyrafinowaną formą jest proste złożenie ryżu i wykwintnego, specjalnie wybranego płatu makreli (na zdj. u samej góry). Wieść niesie, że kansai – a więc i sushi – swój początek ma w Osace. Do tej pory knajpy, które serwują  tę formę sushi czynią z tego swój znak rozpoznawczy.
  • Sprawa warta szczególnego zapamiętania: nie zostawiamy napiwków. W restauracjach, w knajpach, u fryzjera – gdziekolwiek. Słyszeliśmy, że napiwki są traktowane jako wsparcie dla kogoś, kto nie radzi sobie z pracą. Zostawimy napiwek, a de facto zostawiamy konfuzję.
  • Zielona herbata i fasola adzuki. Wszechobecne w potrawach i nie ma co wydziwiać, że kupiliśmy pączki wypchane fasolą czy zielone rogale.
  • W zasadzie na ulicy się nie je. Japończycy uważają to za lekki nietakt i brak dobrego wychowania. Powoli się to zmienia i można zobaczyć mieszkańców miast popijających na ulicach (zwłaszcza w upały) napoje z butelek. Dopiero w ostatnich latach w większych miastach pojawiła się forma żywienia ulicznego, ale i tak należy po kupieniu porcji raczej stanąć nieopodal (lub usiąść w wyznaczonych stolikach), a nie maszerować z jedzeniem po ulicy. Podobnie jest z piciem. Inną sprawą jest fakt, że nie będziemy mieli gdzie wyrzucić resztek, bo przy chodnikach w Japonii nie ma koszy (jakby co, lećcie pod sklepy 7 Eleven – tam są kosze na odpady segregowane).

 

  • Ramen (rodzaj rosołu z rozmaitymi dodatkami- na zdj.), okonomiyaki (omlet jajeczno-warzywno- nie wiadomo jaki- na zdj), onigiri (trójkąty ryżu zawinięte w glony, nadziewane rozmaitymi rzeczami), takoyaki (smażone kulki z ciasta naleśnikowo-blinowego nadziane ośmiornicą- na zdj.) – to tanie i bardzo smaczne potrawy, które możemy zjeść praktycznie zawsze i wszędzie w Japonii.
  • Zamawianie potraw odbywa się bardzo często w automatach przed knajpą. Nie ma co się bać tej formy kontaktu z maszyną. Podobnie zamawiamy od jakiegoś czasu jedzenie w polskich McDonald’sach. Zazwyczaj jest to ekran ze zdjęciem potrawy. Dobieramy do nich dodatki i np. formę smaku (ostra, łagodna). Wkładamy pieniądze do otworu, a obsługa wskazuje nam miejsce gdzie powinniśmy zasiąść. Inną sprawą jest, że czasami nie do końca wiemy co zamówiliśmy. W większych knajpach jest to trochę bardziej skomplikowane, ale o tym napiszemy osobno.
  • W lokalach gdzie nie ma automatu do zamawiania (albo wydrukowanego menu) możemy poprosić obsługę, aby wyszła z nami przed wystawę i pokazać na migi o jaką potrawę nam chodzi. Są do tego absolutnie przyzwyczajeni.

Polecane wpisy

1 Komentarz

  • Odpowiedz
    Krystyna
    28 marca 2017 o 20:36

    Jedzenie wyglada niesamowicie!

  • Zostaw komentarz