Japonia w Polsce

Ton-tsu-ton czyli lekcja kaligrafii u Pani Ikushima

Japońska kaligrafia jest formą sztuki. Jeżeli nie przyswoimy tego faktu , to z jej nauką może być kiepsko. Dlaczego? Ponieważ nadrzędną rolę w kaligrafii pełni estetyka. Nośnik informacyjny jest wtórny. Całkowicie odwrotnie niż w alfabetach języków europejskich. Znakomita nauczycielka, Maho Ikushima, usiłowała to przez kilka godzin zgromadzonym na lekcji kaligrafii uczniom wytłumaczyć.

        

Lepszy człowiek

Poprzez kaligrafowanie człowiek staje się lepszy. Ta teza pani Maho wywołała u nas wiele komentarzy. Jak stawać się lepszym człowiekiem posługując się pędzlem? Jednak nie w pędzlu tu rzecz, nawet nie w samym procesie kaligrafowania, ale w samym przygotowaniu do pisania. Nie da rady wpaść na lekcję kaligrafii, usiąść i kaligrafować. Należy się wyciszyć, uspokoić, skupić, opanować, skoncentrować – wszystko to, co jest nam obce w dotychczasowym doświadczeniu pisania, a jest niebywale potrzebne do uzyskania efektu poprawnej kaligrafii. Do tego postawa ciała. W alfabetach europejskich piszemy ręką, w kaligrafii japońskiej używamy do tego większej części swojego ciała.

Na temat pisma japońskiego (kanji, huragany i katakany) wcale nie ma tak aż tak wielu opracowań.  W języku polskim są to dosłownie pojedyncze prace, więcej można znaleźć w języku angielskim. Pojęcie tego, iż te trzy pisma występują równolegle, uzupełniają się, ale też i wzajemnie zastępują już jest ponad wyobrażenie przeciętnego użytkownika pisma alfabetycznego. Czy warto zgłębiać wiedzę na temat pisma i metody jego kształcenia? Niebywale warto. Trudno ocenić czy istotnie będzie się lepszym człowiekiem, ale z całą pewnością bardziej opanowanym. Pani Ikushima, jak każde japońskie dziecko, rozpoczęła naukę kaligrafii w szkole podstawowej. Dziś po ponad 40 latach twierdzi: „nadal się uczę, jeszcze niewiele potrafię”. Przypominam, że polskie dziecko rozpoczyna naukę pisania w zerówce i kończy w pierwszej klasie. I wszyscy są zadowoleni, że już w drugiej klasie potrafi pisać 🙂

Narzędzia pracy

Zajęcia z panią Ikushima były treningiem cierpliwości. Chwytając pędzel już ręka rwała się do robienia esów-floresów. A tu stop, trzeba ogarnąć przybory do kaligrafii. Na stole tusz do kaligrafii, kamień do tuszu, papier, przyciski do papieru, podkładki do papieru – wszystko ułożone w ergonomicznym porządku. Pierwsza próba… Jeżeli jest coś gorszego od katastrofy, to moje pismo.  Rozciągnięta ciapa tuszu. Po godzinie treningu nadal wychodziła ciapa, ale jakby subtelniejsza… Po dwóch godzinach słowo „szczęście” podobno można było odczytać, choć nie wykluczam, że był to takt i dobre wychowanie pani Ikushima w obliczu mojego krzyczącego nieuctwa.

Wsparcie słowne

Pierwsze kaligraficzne kroki opierały się na wsparciu słownym i odpowiednio doń czynionych wysiłków. Gdy pani Ikushima mówiła: „ton” pędzel należało lekko przycisnąć siedząc w postawie wyprostowanej, na dźwięk „tsu” należało go odpowiednio ciągnąć, aż nie usłyszało się znowu „ton”.  Potem już pisanie opierało się na samodyscyplinie.

Kilkugodzinna wprawka w kaligrafii była dla mnie ciężką próbą. Tym bardziej podziwiam wszystkich, którzy (nie będąc Japończykami) pięknie kaligrafują i robią w tej sztuce widoczne postępy. Z pierwszej lekcji zostało mi tylko piękne wspomnienie profesjonalizmu nauczycielki i stos zapisanych tuszem kartek. Stos, na którym ze wstydu powinnam się spalić.

 

 

Polecane wpisy

Brak komentarzy

Zostaw komentarz