A poza tym :)

Tu nie ma żadnych dziwactw

Obcokrajowiec w Japonii  patrzy na nią swoimi oczami. Niektórzy szukają różnic kulturowych, niektórzy sensacji obyczajowych, a niektórzy ładu i ukojenia w dobrze zorganizowanej cywilizacji.  Fatalnie brzmi  ton świeżych podróżników, którzy w sposób protekcjonalny głoszą opinię o japońskich „dziwactwach”. Tu nie ma dziwactw – przynajmniej nie większych niż gdziekolwiek indziej.

Taką mamy ludzką przypadłość, że to co niezrozumiałe jest zazwyczaj odrzucane lub wyśmiewane.  Z jednej strony rozumiemy, że pierwsze wizyty w Japonii mogą oszołomić  nawet nieźle przygotowanych podróżników (pamiętamy siebie sprzed lat), z drugiej strony wystarczy pamiętać, aby w każdej sytuacji zachować takt i umiar, a z całą pewnością będziemy dobrze postrzegani. Z przykrością obserwowaliśmy, gdy turyści (dzięki Bogu, nie polscy!:)) z kpiną odnosili się do Japończyków, którzy jedli pizzę pałeczkami, choć jesteśmy pewni, że oni nie zrewanżowaliby się tym samym widząc Europejczyków jedzących ryż widelcem. Jak więc podchodzić do tego co nas dziwi i zaskakuje? W naszej ocenie – odwołać się do pokładów uniwersalnych wartości, a wówczas  teraźniejszość stanie się klarowna i przyjazna.

Czy szacunek do tradycji jest dziwny?

Jeżeli ktoś nie poważa swojej historii – jego sprawa. Japończycy szanują ją w sposób niedościgły, dlatego są potęgą. Bo wzajemny szacunek jest następstwem wszystkiego co dobre spotyka ten kraj: dobrobytu, ładu, porządku, minimalnej przestępczości, nieobecnej – w naszym wymiarze – patologii. Możemy się tylko domyśleć (i czasami dopytać) na czym polega fenomen, który każe młodym ludziom ubierać się tradycyjnie.

Spotykamy podczas sobotniego spaceru po Kanazawie trzy 13-14- letnie dziewczynki (zdj. poniżej). – Pięknie wyglądacie – panny dziękują i chichocą. – We wszystkie weekendy zakładacie kimona? –jesteśmy wścibscy.

Panny odpowiadają, że ubrały się tak, ponieważ jedna z nich ma urodziny (?!?!?)  i w prezencie towarzyszą jubilatce w zwiedzaniu tradycyjnej dzielnicy miasta. Dziękujemy za wyjaśnienia (uśmiechy, ukłony) i próbujemy przez następną godzinę rozłożyć tę informację na czynniki pierwsze.

Czy 14-letnie polskie panny, aby uhonorować rówieśniczkę ubrałyby się w tradycyjny strój (łowicki, krakowski, śląski, góralski etc) i zaproponowałyby jej zwiedzanie Wawelu czy czegoś co jest zabytkowe w najbliższej okolicy?  Nie dziwimy się, że w Japonii młodzi ludzie zawierając związek małżeński nieomal w stu procentach chcą mieć tradycyjne, ślubne stroje. To ich widoczny sygnał przed rodziną i światem, że są dumni ze swojej tradycji.

       

Czasami przybiera to osobliwe formy jak np. pomnik wystawiony na cześć łyżki do mieszania ryżu (zdj. poniżej w Miyajimie), który w swoim tradycyjnym, choć 1000-krotnie powiększonym kształcie przypomina o tym co najcenniejsze – uszanowaniu plonów, które wydaje ziemia.

Czy żarty sytuacyjne są dziwne?

Co rusz natrafiamy na sygnały świadczące o ogromnym dystansie Japończyków do samych siebie.  Tradycyjne buty tabi (z jednym palcem, pierwotnie używane przez ninja do cichego przemieszczania się), następnie popularne wśród sportowców sztuk walki (świetna przyczepność) zyskały swoje nowe, dowcipne oblicze w postaci nadzwyczaj drogich, ręcznie szytych butów wizytowych 🙂 (na zdj. górnym w firmowym sklepie Tabi-ji w Narze). Tabi są wykorzystywane przez rikszarzy (trzykołowe riksze to wynalazek japoński, ale to osobna opowieść). Riksze są atrakcją turystyczną w różnych miejscach kraju, głownie w miastach mające zabytkowe dzielnice, dla obcokrajowców atrakcją samą w sobie jest też strój rikszarza ubranego m.in. w tabi (na zdj. obok riksza i rikszarka w tabi w Takayamie).  Dowcipną, stylistyczną anegdotą na temat upodobań Japończyków do japonek (obuwia, nie kobiet :)) podpatrzyliśmy w Kyoto. Okobo – tak nazywa się tradycyjne obuwie noszone przez gejsze. Wyglądają jak japonki na niewielkich koturnach z grubymi, jedwabnymi lub bawełnianymi paskami. Stylista połączył okobo z ulubionymi sportowymi butami (na zdj. poniżej). Wyszło stylowo i dowcipnie!

Czy porządek i wygoda są dziwne?

Sporo niezdrowej sensacji i dziwnych opowieści wzbudza  upodobanie Japończyków do ładu – także komunikacyjnego. Wszędzie, gdzie może zebrać się tłum, ustawiają się w kolejki: na przystankach komunikacji miejskiej, na dworcach, przy wejściach do knajpek w czasie lunchu etc.  Ten system oszczędza czas i wiele niepotrzebnych emocji podczas przepychania i ustalania kto był pierwszy (na zdj. z lewej kolejka do metra na stacji Umeda w Osace).

 

Czy mądra edukacja jest dziwna?

Dla nas bardzo dziwna :). To zjawisko, którego wciąż nie możemy do końca zrozumieć. Jakim cudem dzieci dobrowolnie, w ramach zadań własnych, chodzą do muzeów, obiektów zabytkowych? Widokiem jak najbardziej normalnym jest grupka przyjaciół, która spotyka się np. w niedzielę po to, aby odwiedzić aktualną wystawę sztuki, nauki, muzeum czy ekspozycję historyczną. Do tego na te prywatne spotkania młodzież przychodzi ubrana w szkolne mundurki. Bardzo często szkoły organizują wyjścia (po lekcjach) do najbliższych obiektów związanych z historią. I nie ma znaczenia, że klasa była tam już kilka razy – wiedza historyczna ma być utrwalana i rozszerzana.

Inną sprawą jest, że od najmłodszych lat rodzice przyprowadzają dzieci do wszelkich instytucji, które wpływają na poszerzenie wiedzy (na zdj. poniżej dzieci w wieku przedszkolnym w Muzeum Innowacji Miraikan  na Odaybie w Tokio). Dla zupełnie małych dzieci co rusz organizowane są place wypełnione narzędziami  technicznymi z gąbki 🙂 (na zdj. poniżej plac zabaw w Nagasaki).

      

W mądrą edukację prozdrowotną inwestuje też państwo. Przykładów jest bardzo wiele: od promocji spacerów po miejscach z piękną przyrodą (promocja sakury jest najlepszym przykładem) po modę na zdrową żywność. Efekt? Przysmakiem podawanym małym dzieciom w czasie upałów od dziesiątków lat w Japonii jest ogórek wyjęty z lodu, serwowany na patyku.

Czy szacunek jest dziwny?

Omotenashi – oznacza japońską gościnność. Ale też opiekę i dobro czynione w stosunku innych.  Dla nas osobiście takim przykładem jest stosunek do drzew: szanuje się ich długie życie, dziękuje za wieloletnie piękno, którym mogło zachwycać się wiele pokoleń. Stare drzewa się podpiera, buduje skomplikowane konstrukcje, które dźwigają w górę opadające konary. Widok podniosły i wzruszający.

Inną odsłoną omotenashi jest stosunek do przybyszów. Nauczyliśmy się, że lepiej samemu poszukać drogi, niż pytać na ulicy. Osoba pytająca czuje się niebywale zobowiązana zadaniem (nawet jak nie ma pojęcia, gdzie dany cel się znajduje). Nie raz, nie dwa zdarzało się nam, że ludzie potrafili wrócić ze swojej obranej drogi, aby nam wskazać właściwy kierunek, sprzedawczynie w małych sklepikach (gdzie stanowiły jednoosobową obsługę) porzucały miejsce pracy i prowadziły nas do najbliższego (ale nie bliskiego!) skrzyżowania. W większych miastach czasami odbywały się prawdziwe konsylia z udziałem funkcjonariuszy rozmaitych służb, którzy prosili o pomoc innych funkcjonariuszy rozmaitych służb 🙂 (na zdj. obok). Powszechny wzajemny szacunek jest m.in. tą rzeczą, która ładuje nas w Japonii niewiarygodną energią.

 

 

Polecane wpisy

6 komentarzy

  • Odpowiedz
    Jacek
    23 kwietnia 2017 o 14:12

    Obejrzycie sobie film „Big Man Japan” – zajawka – https://www.youtube.com/watch?v=wuGw08qzGqM

    😉

    • Odpowiedz
      Mireccy
      23 kwietnia 2017 o 17:16

      Znamy 🙂 W naszej europejskiej cywilizacji pojawił się Guliwer – podejrzewamy, że był to kuzyn Big Mana 🙂

  • Odpowiedz
    Jacek
    23 kwietnia 2017 o 17:56

    Kazałem przeczytać moim pannom ten wpis (ze względu na inspirujący, w moim mniemaniu, przykład zachowań japońskiej młodzieży).
    Po polsku? To nie będziemy czytać. OK, to wam przeczytam – zrobiły takie miny, że w porównaniu do nich to Jezus na drodze krzyżowej wygląda na zadowolonego.
    Nasz znajomy ma podobną parkę i mówi o nich „hamburgery” a one o nim „stupid polack”.
    Jak byście byli ciekawi jak nasze na nas mówią to z przyjemnością podaję – „stupid immigrants”
    Z tego co się zorientowałem – jest to norma.
    pa pa
    ps Ja czytam waszego bloga z przyjemnością, a Marzena sprawdziła nawet ceny biletów do Japonii, ale sami na pewno nie pojedziemy…

    • Odpowiedz
      Mireccy
      25 kwietnia 2017 o 09:55

      Dzięki za podzielenie się refleksją. Widać z tego, ż jak świat długi i szeroki młodzież szkolna ma ten sam cel: unikać przymusowej edukacji. A później w dojrzałym wieku wydają swoje ciężko zarobione pieniądze, aby się dokształcać 🙂 A w Japonii się najpierw uczą, a potem zarabiają pieniądze, bo potrafią kształcić (np. na kursach) innych. Takie życie… 🙂

  • Odpowiedz
    Mej
    25 kwietnia 2017 o 04:40

    Rzecz o szacunku przemawia do mnie najbardziej. Uświadomiliście mi, że to jest ten „detal”, który sprawia, że obcowanie z Japończykami w Polsce (w Japonii nie byłam, jeszcze) jest tak zasadniczo odmienne od relacji z innymi nacjami. Zastanawiam się, czy nie jest przypadkiem odwrotnie niż w Waszej tezie na początku artykułu, bo może szacunek jest przyczyną, a nie konsekwencją tych pozytywnych zjawisk, jak ład, dobrobyt etc.?
    Obserwując znajomych Japończyków mogę śmiało poprzeć opinię, że ich szacunek dla własnej tradycji jest konsekwencją bardzo świadomych wyborów edukacyjnych i tych w edukacji formalnej i w rodzinnych wzorcach wychowania. A im kto wyżej w hierarchii ( to też ciekawy japoński temat) społecznej, tym z większym pietyzmem tę tradycję kultywuje.

    Wielkie dzięki za ten blog i za prowadzenie z wdziękiem i wyczuciem przez Nippon! Może i ja połknę bakcyl…

  • Odpowiedz
    Mireccy
    25 kwietnia 2017 o 09:49

    Bardzo, bardzo dziękujemy! W pełni zgadzamy się z twierdzeniem, że szacunek (w wielu wymiarach) jest przyczyną tego co najlepsze, ale też bronimy tezy, iż jest skutkiem, bo szacunek jednych generuje szacunek innych. Wielkie dzięki za tak mądrą recenzję!

  • Zostaw komentarz