A poza tym :)

Zimowe sandałki czyli światowy szyk na Ginzie

Jejku, jak ja o modzie nie lubię pisać. Nie znam się na tym. A tu koleżanki ciągle pytają: co tam w sklepach, co tam w sklepach… Może najpierw co przed sklepami. Ginza Six – to hasło dosłownie sparaliżowało pół modowego Tokio od kiedy ogłoszono, że ma powstać najnowszy, najbardziej elegancki dom towarowy w Japonii. Niektórzy twierdzili, że na świecie. Otwarty pół roku temu wciąż rozpala emocje zakupoholiczek.

Z zewnątrz budynek wygląda super. Ale nocą z zewnątrz, przy rozmaitych podświetleniach jest po prostu genialny. Sześć różnych elewacji ułożonych pionowymi pasami na frontowej ścianie budynku (zdj.powyżej). Efekt świetlistej struktury bez najmniejszych wątpliwości oznajmia: tu jest bardzo wykwintnie. Wewnątrz coś co jest kwintesencją wyrafinowanej elegancji – porażająca prostota. Założę się, że część klientów oniemieje z rozczarowania. Wszędzie po prostu jest pustawo (zdj. obok). Odgaduję intencję sprzedażową – pokazuje się  jedną sztukę z każdego rodzaju (odzieży, butów, akcesoriów), po identyfikacji rozmiaru i preferencji klienta, ekspedient pędzi w nieznanym kierunku poza stoisko (i w ogóle całą przestrzeń sprzedażową)  i po pewnym czasie przynosi wybrany produkt. Chodzi o unikniecie najmniej estetycznej części sprzedaży: ciasnoty na półkach i wieszakach, nic nie znaczących opakowań, pudełek, worków, kartonów. Dzięki temu istotnie przestrzeń sklepowa przypomina raczej ekspozycję sztuki współczesnej. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że taka organizacja sprzedaży ogranicza decyzje spontaniczne (podobno charakterystyczne dla pań pod każdą szerokością geograficzną) i poskramia chaos myślowy wynikający z licznych wyborów. Sprzyja bardziej świadomym zakupom.  I oczywiście, satysfakcji z rozsądnie wydanych pieniędzy.

Czy dzieje się to świadomie czy nie – nie wiem – ale klienci od chwili otwarcia Ginza Six – bardzo to miejsce polubili. Nie warto w tym momencie zastanawiać się, że to siedlisko najdroższych marek świata – wszystkie sklepy na Ginzie są nimi wypełnione.  Niewątpliwie dominantą stylu jesienno-zimowego (2017-2018) są zimne, metaliczne kolory, które występują nie tylko jako element odzieży, ale także jako wystrój wystaw czy poszczególnych powierzchni sprzedażowych (zdj. poniżej)

  

  

Absolutnie urocze są monstrualne lampy w czerwone, optymistyczne grochy w głównym holu tej galerii handlowej (zdj. główne). To projekt znanej japońskiej artystki Yayoi Kusama, która znana jest ze stawiania w japońskich krajobrazach monstrualnych dyń oraz pokrywania różnych płaszczyzn kolorowymi grochami. Kusama sama jest żyjącą legendą – mieszka dobrowolnie w szpitalu psychiatrycznym i stylizuje się często na kolorową dynię (uczesaniem i ubiorem). W Japonii jest kochana i szanowana, dlatego żyrandole Ginzy Six są przedmiotem zainteresowania, każdego kto tu wchodzi (obok dla porównania tuż powyżej: dyna Yayoi Kusamy na wyspie Naoshima).

Co jeszcze mamy w Ginza Six poza elegancją? Czytelnię z księgarnią, teatr Noh, zielony ogród (przy ładnej pogodzie z widokiem na górę Fudżi) oraz  wypoczywalnię dla klientów z monstrualnym drzewem.  Osobiście polecamy stoisko z zieloną herbatą i jej wyrobami (poziom B2). Bardzo wyrafinowane, selektywne gatunki herbaty, które – o dziwo – cenowo niespecjalnie urywają kieszenie, dlatego z czystym sumieniem je polecamy (zdj. poniżej).

   

Wracając do odpowiedzi na pytanie koleżanek („co tam w sklepach?”) najbardziej zaskakującym elementem tego sezonu są sandałki. Wciąż nie wiem czy to było starcie cywilizacji czy tylko wyrafinowany dowcip sprzedawcy, ale mój dialog na stoisku obuwniczym wyglądał mniej więcej tak:

-Czy te buty na wystawie to najnowsza kolekcja?

– Tak, to kolekcja zimowa – odpowiada ekspedient

– Ale to są sandałki, a idzie zima…

– Owszem, dlatego do nich polecamy grube rajstopy

– A co jak spadnie śnieg?

– Śnieg może padać, ale na chodnikach go przecież nie będzie….

Cóż można powiedzieć? Raczej nie próbujcie tej mody w Polsce :), ale na zimowe sandałki można popatrzeć:

 

 

Polecane wpisy

3 komentarze

  • Odpowiedz
    Ala
    8 listopada 2017 o 01:11

    Sandałki zimowe – tego jeszcze nie grali.

  • Odpowiedz
    Mej
    9 listopada 2017 o 13:47

    Wybieram te sandałki z trzeciego zdjęcia, choć podejrzewam, że polską zimą nie dojdę w nich nawet do własnej furtki. Ale cudne są! A ciasteczka z zielonej herbaty to stamtąd?

  • Odpowiedz
    Mireccy
    9 listopada 2017 o 19:19

    Cisteczka dla Moni i Jej Rodziny z innej herbaciarni. Ale macha stamtąd, z Ginza Six 🙂 A z sandałkami (tymi ze sznurami pereł) to bym nie ryzykowała. Przypadnie jakiś typ do stóp i nie wiadomo czy cześć oddaje czy perły podziwia…

  • Zostaw komentarz